Ania i Marek = amarantowa miłość.

Z Anią i Markiem poznaliśmy się początkiem maja 2014 roku. Do ślubu zostało kilka miesięcy. Pani Młoda z niezwykłą starannością planowała każdy szczegół swojego wesela. W głowie miała ułożony cały plan. Założenie było jedno: ma być piękniei amarantowo. Pierwsze spotkanie było zapoznawcze, na luzie, ale już następne było z kalendarzem i notatkami. Ania od samego początku wiedziała jak ma wyglądać jej ślub. Zaplanowała dosłownie wszystko. Wiedziała jak ma wyglądać sala, Kościół. Na początku sceptycznie podchodziłyśmy do tego pomysłu, zważywszy na to, że sala w Hotelu Piramida była żółta - Ania z perspektywy czasu -  czapki z głów za upór w dążeniu do celu. Jednak każdy mail, telefon i silna Ania walcząca jak lwica o swoją wizję sprawiło, że z każdym dniem wizja/pomysł stawały się rzeczywistością. Z Anią wymieniłyśmy się setkami maili, godziny wisiałyśmy na telefonie, aby było tak jak sobie wymarzyła. Czy tak było? Było, przekonajcie się sami:) Zapraszam do galeri.

Ani gratulujemy męża - bezgranicznie ufającego i zakochanego bez pamięci w swojej pięknej żonie.

Za zdjęcia dziękuję Basi Soczomskiej.